Nie ma pogody, która potrafiłaby zepsuć urok Bieszczadów. Każda mgła nadaje charakteru, każdy deszcz wyostrza kolor, każdy błysk słońca dodaje smaku. Tegoroczna wyprawa była idealną mieszanką wszystkich elementów. Nawet gwiaździste niebo dopisało!

Zaczęliśmy od Lutowisk – droga na Otryt wtopiona była w wilgoć i zachmurzenie – a zatem klimat, który trudno skopiować. Chata Socjologa ugościła nas w charakterystyczny dla siebie sposób 🙂 Następnego dnia, idąc wzdłuż nieistniejącej już wsi Caryńskie, wylądowaliśmy w nowoczesnym i niesamowicie malowniczym schronisku Koliba. Gdy słońce zaczęło nam dopisywać, przeszliśmy przez Połoninę Caryńską i obie Rawki. Do wypełnienia planu pozostał nam fragment Szlaku Granicznego ze Słowacją, który oczywiście zachwycił – zarówno dzięki krajobrazom, jak i duchowi historii, który przenika każdy fragment natury.

Bieszczady, do zobaczenia!

Leave A

Comment