To chyba pierwsza taka sytuacja w historii mojej fotografii, gdzie zdjęcie z telefonu trafiło „na szczyt”. Właściwie to pierwsza wycieczka, gdzie jeden z moich lustrzankowych obiektywów został na stałe zastąpiony przez smartfon. I nie żałuję – to chyba najprostszy sposób na zgubienie zbędnych kilogramów 😉 Nie rozpisując się zbytnio nad aspektami turystycznymi, mogę tylko powiedzieć, że mimo kilku kadrów – Lizbona nie jest symetrycznym miastem. Widzę w niej bardziej starania o zachowanie samodzielności. Tę natomiast widać wyraźnie w obszarach oznaczonych zakazami wjazdu (do znalezienia na zdjęciach!) i strzeżonych przez rowerowych chłopców w czerwonych koszulach (również!).

Czy jest co oglądać? Odpowiedzi na to pytanie zbieram na samym dole strony 🙂

Leave A

Comment