O Bieszczadach można długo i na wiele sposobów. Tego roku czerń i biel, ale smutnych momentów nie było wiele. Bardziej te specyficzne stany skupienia. Humory dopisywały, smażone pierogi i lany Leżajsk nie pozwalały schudnąć pomimo długich, całodniowych tras.
Bliskość fauny i flory onieśmielała, a momentami można było poczuć jej groźny oddech na karku.
Wołosate, Łopienka, Jaworzec, Beniowa – właściwie gdzie się nie odwrócić wszędzie są miejsca, które teraz oddane naturze, dawniej były domem, tragiczne odebranym.
Tak jak 200 letnia Lipa u Źródeł Sanu, która była przy wysiedleniach, pożarach, wojnie. Tak jak cerkiew w Łopience, w której fundamenty wsiąknęło wiele łez. Ciężko przejść obok tego obojętnie.
Z innej strony Puszcza Bukowa, Dwernik Kamień, Rabia Skała, Łopiennik, Kamienna –  poruszają serca na długi czas.
Z każdym kolejnym rokiem czujemy, że wtapiamy się w to miejsce co raz bardziej, stając się niewidoczni. Chyba nam to odpowiada.

Leave A

Comment